Cały wczorajszy wieczór siedziałem przed monitorem komputera . Przede wszystkim dokształcałem się w zakresie kultury ludów bliskiego wschodu. Po pierwsze byłem tego całkiem ciekawy, a po wtóre wiedza to mogła by mi się przydać na egzaminie. Zacząłem czytać na temat bóstw i wierzeń ludzi przed wiekami. Jedna rzecz mnie bardziej zdziwiła . Długo przed pojawieniem się monoteistycznej wiary Izraelitów czczony był na terenach dzisiejszej Syrii niejaki Baal. Czczono go jako boga płodności i obfitości. Stawiano mu świątynie , zaś w czasach późniejszych jego postać pojawia się jako jeden z demonów- aniołów zbuntowanych przeciwko Bogu. Dziwne ? Mało tego. Bogiem światła , mądrości i oświecenia był w mitologii rzymskiej niejaki Lucyfer. Ale to nie wszystko. Wizerunek szatana i diabłów rogatych kojarzy się nam z mitologicznym Panem . Kult Maryjny w zadziwiająco podobny sposób przypomina kult azjatyckiej bogini Mitry. Była ona boginią płodności oraz urodzaju. Wygląda to tak jak gdyby wiara chrześcijańska czerpała garściami z wcześniejszych wierzeń. Praktycznie wszystkie wierzenia głoszą poszanowanie pewnych zasad moralnych. Tyle odnośnie samej wiary. Słuchałem sobie muzyki spod znaku „ Nile” – w sam raz na wkuwanie historii Bliskiego Wschodu. W pewnym momencie odezwało się do mnie kilku znajomych z roku . Mają problemy ze skupieniem się i zmobilizowaniem przed sesją, która nas niebawem czeka. Nie mogą wbić sobie do głowy tych wszystkich nazw, krain geograficznych, a przede wszystkim dat, których jest bez liku. Moi dobrzy znajomi Bartłomiej i Ewelina wycięli sobie drobną podróż po Poznaniu. Zaliczyli teatr, gdzie przyglądali się jakieś sztuce, kawiarnię, w której rozmawiali na temat hedonizmu i tym podobne. Oceniając ogół dosyć specyficzne spotkanie .

Tak się zaangażowali w konwersację , że zapomnieli o odjeżdżającym autobusie do domu. Nie mięli tego dnia jak wrócić . Krzątali się po mieście próbując uważać na grasujących „przyjemniaczków”, by finalnie skończyć na dworcu PKP. Próbując zabić jakoś czas zaczęli ze sobą rozmawiać na nie dokończone w kawiarni tematy . Im było później tym mniej bezpiecznie się zaczęło robić. Co chwilkę podchodzili jacyś zbieracze pieniędzy żuląc na wino lub coś w tę deseń. Zdecydowali udać się do KFC. Było cieplej i potencjalnie bardziej bezpiecznie. Przed nimi wyrosła grupka nadmuchanych dresów. Byli dosyć zaczepni . Jęli gwizdać na Ewelinę, zaś w momencie, gdy się minęli popchnęli Bartłomieja na nią śmiejąc się, że Bartek musi być napalony, gdyż na nią „ leci”. Bartłomiej osunął się na drzwi szklane. Dresy nie przystanęły na szczęście i poszły dalej. Ani drzwiom, ani Bartłomiejowi nic się nie stało. Specyficzni ludzie. Zjedli uroczą kolację składającą się z zimnej pepsi i panierowanych kurczaczków. Do rana nic szczególnego nie miało miejsca, zaś oboje bohaterowie tej nocy wrócili pierwszym kursującym w kierunku Międzychodu autobusem. Suma sumarum mięli noc pełną przygód . W dalszym ciągu czytałem sobie o okresie starożytnym. Tak wlokła się godzina po godzinie, aż zupełnie przysypiałem przy klawiaturze. W końcu wyłączyłem komputer i udałem się na spoczynek. Cieszę się, że udało mi się nie bimbać i tym samym nie marnować tego dnia.