W poniedziałek pracowałem na popołudniowej zmianie, tak więc spokojnie mogłem się wyspać . Było mi to potrzebne. Udzielam się ze znajomymi na pewnym forum. Sprawdzając je dowiedziałem się o większym spotkaniu w sobotni wieczór . Zainteresowało mnie to, ponieważ dawno się z tymi znajomymi nie widziałem, a poza tym dobrze jest od czasu do czasu się odchamić. W międzyczasie leciał sobie Death. Nie ma to jak muzyka tworzona przez Chucka Schuldinera. Myślałem sobie na temat muzyki i jej ewolucji . Tylko historia muzyki metalowej pamięta wiele przypadków nagłych zgonów naprawdę wartościowych muzyków. Cliff Burton, Chuck Shuldiner, Aleksander Mendyk, Witek Kiełtyka – to ludzie, którzy z ogromną pasją udzielali się w muzyce wnosząc w nią ogromny wkład. Łączyła ich niestety przedwczesna śmierć. Spełnia się tutaj jedna rzecz. Najlepsi odchodzą najszybciej. To smutne. Pamiętam swoje pierwsze zetknięcie z płytami „ Scream Bloody Gore” oraz „ Leprosy”. Wcześniej czegoś takiego nie słyszałem. Kawałki cechowały się niezwykła surowością brzmienia. To było bardzo autentyczne . O ile się dobrze się orientuje ta surowość i autentyczność stanowiła mianownik większości kapel death i black metalowych. Wiele kawałków brzmiało jakby je nagrano w garażu na pierwszym lepszym sprzęcie. Później się to wszystko zmieniło. W czasach mojego dzieciństwa muzycy metalowi uciekać się zaczęli do brzmień bardziej czystszych, kierowano się głównie techniką, nie było miejsca na pomyłki, że już nie wspomnę o tym, że romansować zaczynali z elektroniką. Te ostatnie tyczy się chociażby grupy Samael – niegdyś grającą muzykę black metalową. W ostatniej dekadzie obserwuje się tą bezbłędność w nagrywaniu płyt.

To obejmuje większość kapel death metalowych w Polsce . W przeciągu ostatnich 3 lat pojawiło się parę ciekawych wydawnictw. Zaimponował mi ostatni krążek poznańskiej formacji Acid Drinkers, w którego składzie pojawił się wymieniony wyżej przeze mnie Aleksander „ Olass” Mendyk . Zmotywował Tytusa i resztę do pracy dzięki czemu otrzymaliśmy krążek zatytułowany „ Verses od Steel”. Podsumuje to jako kawał dobrej roboty. Pamiętam moment, gdy będąc w Gorzowie trafiłem na drzwi szklane pewnego supermarketu, na których widniał plakat tej właśnie grupy i ich nadchodzącym koncercie w Poznaniu. Chciałem się nawet wybrać na ten koncert, lecz nie miałem za bardzo kasy, by nabyć bilet na koncert i na dojazd. Widziałem ich za to na Przystanku Woodstock w 2008 . Nie zdawałem sobie sprawy, że koleś wymiatający wtedy na scenie zejdzie z tego świata parę miesięcy później. Dziwne uczucie. Na dzień dzisiejszy powstaje wiele kapel, lecz dokonania współczesnych muzyków ( nie tylko w świecie metalowym – mam na myśli tutaj szeroko pojętą muzykę ) nie dorównują swoim poprzednikom. Młodzi zakładają dziś kapele, by robić showbiznes, a nie ze względu na pasję. Swoje przemyślenia wkrótce zakończyłem, by udać się do kuchni przygotować papu.