Kwestię subkultur uważam za zamkniętą. Szczerze mówiąc bardziej przedstawiłem swoje subiektywne zdanie niż prawdę obiektywną . Siedząc w domu przygotowywałem się na egzamin z łaciny. Generalnie to miałem sporo do nauczenia z samej historii . Rozmawiałem w zeszłym tygodniu ze znajomymi z roku na temat wybrania się na jakiś festiwal pokroju tego organizowanego w Wolinie. Byłem niezwykle ciekaw jakiś konkretnych wiadomości związanych z poznańskimi bractwami rycerskimi. Znajomi nie potrafili jednak nic na ten temat powiedzieć. Sami są osobami dojezdnymi i średnio znają Poznań . Wałkowałem łacinę w pocie czoła. Jakiż to ciężki język. Musiałem się przewietrzyć . Po powrocie na pewno żywiej myśleć. Nie lubię krążyć po mieście bezcelowo, więc postanowiłem udać się do pobliskiego sklepu. Wziąłem coś grosza wcześniej sprawdzając co przydałoby się kupić . Na mieście było chłodno i dosyć ślisko. O mało nie wyciąłem orła na placu Kościuszki. Wszedłem do pobliskich delikatesów przez drzwi szklane. Zakupiłem podstawowe produkty i coś słodkiego. Cukierki znane szeroko wszystkim jako „ krówki” na pewno umilą mi chwile poświęcone na pojęcie wiadomości o starożytnym Bliskim Wschodzie.

Odchodząc ze sklepu skierowałem swoje kroki w kierunku jeziora Miejskiego. Postanowiłem zrobić sobie mały spacerek wokół niego. Nie odstraszył mnie specjalnie chłodny wiatr i niższa temperatura. Delektowałem się świeżym powietrzem i widokami. Przypomniałem sobie legendy międzychodzkie i podanie, z których wynika, iż pośrodku jeziora kuchennego stał w dawnych czasach zamek. Dlaczego nikt tego nie sprawdzi ? Archeolodzy mogli by te podanie sprawdzić naukowymi sposobami. Próbowałem sobie wyobrazić jak mogło by to wyglądać . Nie mniej jednak coś mi mówi, iż międzychodzki zamek to tylko i wyłącznie lokalna bajka. Za pewne nie ma najmniejszych ruin pod wodami naszego jeziora. Po powrocie do domu poczułem się głodny, więc wstawiłem sobie wodę na zupkę instant. Nie miałem czasu na byczenie się. Sesja zimowa trwa, więc powinienem już siedzieć przy notatkach. Cukierki rzeczywiście umiliły mi ten wieczór.